1. Przepisów na pesto jest kilka. Najprostszym jest wybranie się do sklepu i zakupienie sosu w słoiku. Rozwiązanie ma to co najmniej dwie wady: po pierwsze taki sos jest okropnie drogi, po drugie smakuje tak sobie (aczkolwiek jest i tak bardzo dobry). 2. Tutaj przepis na pesto bardzo dobre i najłatwiejsze do zrealizowania w warunkach braku orzeszków piniowych. 3. A pesto robię w czasie, kiedy makaron się gotuje - do sosu najlepsze jest tagiatelle albo grube spaghetti. 4. Kiedy makaron się gotuje w dużej ilości wody, miksuję następujące składniki: pęczek świeżej bazylii, więcej niż pół szklanki oliwy, kilka ząbków czosnku, garść pestek słonecznika, po szczypcie soli i pieprzu oraz... pół ugotowanego ziemniaka (doskonale zagęści sos, nie ingerując w jego smak). Jak dobrze to wszystko zmiksowane, to zapach oszałamiający wydaje. 5. Odcedzony makaron al dente zalewam sosem - najczęściej w garnku, w którym się gotował, odrobinę sosu zostawiając do dekoracji. Makaronowi przez chwilę pozwalam przesiąknąć aromatem. 6. Makaron wykładam na talerz, posypuję dużą ilością świeżo startego parmezanu, na górze kładę kilka kawałeczków pomidora (oczywiście bez skóry i soku), a na pomidora kilka listków bazylii. Pozostałe pesto fantazyjnie rozlewam dookoła makaronu. 7. Pachnie intensywnie i przepięknie - sos ma to do siebie, że bazylii nie można niczym innym zastąpić - więc czas już nasionka ziela zasiać, by na wiosnę można było się tym ziołem delektować.