1. soczewicę (bez moczenia) zalewam wodą i gotuję aż będzie miękka a właściwie taka rozpadajaca się "pulpa"; gotuje w niewielkiej ilości wody ciągle
pilnując żeby się nie przypaliła i dolewając w razie potrzeby wody - ilość płynu ma znaczenie w końcowym efekcie - pamietajmy że to ma być pasta ! 2. w tym czasie na suchą patelnie wsypuję łuskany słonecznik i na wolnym
ogniu prażę go, często mieszając aż ziarenka osiągną złocisty kolor; 3. gdy soczewica jest konsystencji nazwijmy to "pulpy" solę ją (odrobinę tylko bo zioła i czosnek zrobią swoje), wyciskam czosnek (w ilości takiej jaką
każdy lubi), dosypuję zioła, uprażony słonecznik, ziarno sezamu i mieszam wszystko dokładnie (można dolać odrobinę oleju lnianego lub sezamowego) 4. po uzyskaniu jednolitej masy pozostawiam do wystygnięcia a potem do lodówki 5. efekt tej pasty na prawdziwym razowcu (Warszawiakom i okolicznym polecam
pieczywo z piekarni w Radzyminie) przechodzi wszelkie marzenia... a uzupełnić kanapekę polecam ogórkiem małosolnym lub kiszonym