180 g batoników Mars, posiekanych w ok. 1 cm kawałeczki
ETAPY PRZYGOTOWANIA:
1. Ciastka ugnieść łyżką lub zmiksować na gładko tak, żeby nie było grudek. Dodać
roztopione masło i wyrobić gładką masę.
Tortownicę (średn. 20 cm) wyłożyć folią alu, następnie przełożyć masę
ciastkową, dokładnie ugnieść. W oryginale z tej masy robi się też boki ciasta,
ale mi go nie starczyło, bo miałam większą toryownicę i u mnie wyszedł tylko
spód.
wstawić do lodówki na min. 30 min. 2. W małym garnuszku rozpuścić dodatkowe masło z cukrem brązowym i 2 łyżkami
śmietany. Musi powstać sos. Ostudzić. 3. W następnym garnuszku roztopić czekoladę + 2 łyżki śmietany. Odstawić. 4. Żelatynę rozpuścić w gorącej wodzie.
Ubić śmietanę. Ser ubić z cukrem pudrem na gładką masę. Wymieszać z ubitą
śmietaną. Wlać powoli ciepłą żelatynę, dodać posiekane Marsy. 5. Wyjąć z lodówki tortownicę ze spodem i ułożyć na niej połowę masy, następnie
polać ją połową sosu maślanego i połową czekoladowego, porobić esy-floresy.
Nałożyć pozostałą część masy, wygładzić i polać resztą sosu maślanego i
czekoladowego.
(ja polałam jeszcze sosem karmelowym, żeby było słodsze, a co!)
Przykryć folią, wstawić do lodówki na min, 3 h (u mnie stało cała noc). 6. Wyjąć i zjadać. Uprzedzam lojalnie - przepis wygląda niewinnie, ale ilość
naczyń, jakie się wykorzystuje do jego realizacji, przyprawia o ból głowy.
Sernik jest bardzo słodki, ale smak ma wyjątkowy.
Moim zdaniem można spokojnie pominąć cukier puder i wtedy słodycz będzie
odpowiednia.